Star Trek - PBEM

Gra RPG - Karta gracza, Jack O'Neill

[Do poprzedniej strony]

Dane kontaktowe gracza
E-mail: eurokonf [na] gmail.com
GG: 7338827
Karta Postaci
Imię i nazwisko: Jack O'Neill
Stanowisko: oficer taktyczny
Stopień: Chorąży

Wygląd zewnętrzny

Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 25 lat ziemskich
Wzrost: 177 cm
Waga: 100 kg
Oczy: czarne
Włosy: czarne
Opis ogólny: A jak ma wyglądać pełnokrwisty stu kilowy ziemski facet? W porządku. Okrągła gęba. Lekko przy kości, ale niezbyt uwydatnione. Pod spodem dobrze ukryte mięśnie.

Osobowość

Opis ogólny:

No i tu zaczynają się schody. „ To najbardziej skomplikowana osobowość, jaka dotychczas spotkałam. Przez 2 godziny rozmowy poznałam całe spektrum jego teatralnych sztuczek. Sztuczek, które dobrze ukryły jego prawdziwa naturę. Do tej pory nie wiem, kim właściwie jest. Na zewnątrz, w zależności od sytuacji dostosowuje się do niej jak „psychiczny” kameleon. Jedynymi cechami, jakie pokazuje bez skrępowania to ironia i komiczne podejście do życia. Cechy te doskonale ukrywają te bardziej mroczną stronę jego duszy.

Zaleca się dalsza obserwacje i szczególną uwagę.”
Lir Markon – doradczyni
Akademia Gwiezdnej Floty

Mocne strony: Wychodzenie z różnych, nie tylko niebezpiecznych, sytuacji obronną ręką.
Słabe strony: „Jak ja nie lubię naukowców”. Trudności ze zgłębieniem „niuansów” nauki.
Ambicje: Zostać admirałem. Zbudować dom. Zasadzić drzewo. Zmontować bliźniaki z żoną. Nie koniecznie w takiej kolejności.
Hobby: Historia wojen ziemskich, w późniejszym okresie także pozaziemskich.

Rodzina

Ojciec: Aleksander O'Neill
Matka: Selene Carver
Brat: Kris
Siostra: Petra
Ciotka: Sabrina Carver

Umiejętności

Języki: Federacyjny

Historia postaci

Historia:

Jack O’Neill urodził się w Warszawie w Europie na Ziemi. Pierwsze 12 lat życia minęły raczej spokojnie. Oczywiście, jeśli nie licząc faktu, że Jack był przysłowiową czarna owcą rodziny. Przyczyną tego był fakt, iż jako jedyny w rodzinie nie interesował się nauką w pojęciu fizyki, chemii, biologii, itp. On natomiast zafascynowany był wojnami, konfliktami, itp. Pierwotnie rodziciele sądzili, że to tylko młodzieńcza fascynacja, lecz nie zniknęła a zaczęła się przeradzać w cos bardziej poważnego. Nie pomogły wizyty u „doradców”. Bynajmniej rodzina nie porzuciła myśli o sprowadzeniu potomka na drogę cnoty i pacyfizmu. „Jako jedynej rozsądnej drogi dla człowieka”.

Po kolejne 4 lata tej „mordęgi”, przyszedł kryzys. Jack prysnął z domu. No może nie prysnął, oświadczył, że nie wróci do domu, jeśli nie zostanie żołnierzem i poszedł do… biura werbunkowego Korpusu Margines.

Efekt był mniej więcej taki, że O’Neill zaliczył lot, suborbitalny przez drzwi i awaryjne lądowanie na chodniku i ze słowami „ Spadaj dzieciaku!!!”. Ta przygoda nie zniechęciła Jack’a. Rodzina martwiąc się o chłopaka postanowiła znaleźć inna drogę. Zachęcano go do zdawania, na AGF. Odpowiedz była szybka: „Nie zadaje się z mięczakami”. Została, więc ostatnia możliwość. Przyjaciółka Selene Carver miała własny frachtowiec.

Tak wiec Jack O’Neill w 2 dni później znalazł się na frachtowcu lecącym z Ziemi na Kronosa. Nie było to może idealny wyjście, ale wreszcie Jack wyrwał się z paranoicznej rodzinki. Miesięczna podróż chłopak spędził ucząc się (podobno przypadkiem) wszystkiego o życiu na frachtowcu i wysłuchując historyjek o służbie bosmana Tokariewa we flocie federacji.

Na tym się jednak nie skończyło, spędził na niej całe 4 lata, ucząc się pod okiem załogi i bosmana. Zdołał nauczyć się zdyscyplinowania. I co było bardziej irytujące dla załogi a zwłaszcza pani kapitan Karen Sa’Jet. Gdyż O’Neill przejął bezwiednie postawę bosmana, nazywana przez kapitan Sa’Jeet „postawą genialnego, irytującego i czasami zabawnego prostaka”. Przez cały ten czas Jack utrzymywał kontakt z rodziną. Mniej lub bardziej regularny. Wojnę przeżył dość spokojnie, łatając z ładunkami floty. Nie obywało się bez kłopotów. Jak to mówią marynarz ma dziewczynę w każdym porcie i urządza bójki w każdym barze. Tak było i w tym przypadku. W bójkach zawsze brał za cel „bycze karki” z korpusu i „łaziki pokładowe” z floty. Co do wyników to uznajmy że były „sporne”. Zwłaszcza na drugi dzień w areszcie…

Wszystko skończyło się pięknego słonecznego dnia.

Okręty Gwiezdnej Floty dokując przy stacji wyłącza wszystkie aktywne sensory, a czasami nawet alarm zbliżeniowy, zdając się na łaskę obsługi stacji. Strzeżona jest zwykle tylko główna śluza przez strażnika z Korpusu. Zwykle tylko na pokaz.

Tak było tym razem, nawet lepiej, po drugiej stronie stacji jakiś ferengijski zaczął gubić ze starości ładunek i uwaga wszystkich, a zwłaszcza obsługi stacji skupiła się na tamtym rejonie.

O’Neill nudził się już 3 tydzień postoju na stacji. Nic do roboty i ciągle te same widoki. Pomysł wycieczki pojawił się z nikąd. Zabezpieczania okrętów znał z opowieści, obserwacji i… planów. Tak, więc ubrany w skafander trzymając się burty stacji podszedł do USS Ceres tak by uniknąć bulajów i kamer. Zaglądanie do kwater to niezła zabawa zwłaszcza, gdy właściciele o tym nie wiedzą. Pod kilku godzinach buszowania dotarł go bulaju, za którym zobaczył piękną kompletnie nagą, hebanową boginie. Niefart polegał na tym, że i ona go zobaczyła. Szybka ewakuacja nie na wiele się zdała w kilka chwil pożnij znalazł się w promieniu transportera.

Szybko się okazało, że goła damulka do pani admirał Ramirez. Tymczasem dowódca USS Ceres, zainteresowany sprawą kapitan Barak wstawił się, za Jackiem. W efekcie czego dostał wybór albo zdać na akademię i wytrzymać cała naukę, albo służyć przez 4 lata na placówce na badawczej na Antarktydzie.

Tak, więc w wieku 21 lat Jack O’Neill trafił do akademii, z małym zastrzeżeniem. Jak jej nie ukończy to trafi do koloni karnej. Od samego początku nie był to raj. Już w pierwszym miesiącu miało miejsce „spięcie” z członkami tzw. „Czerwonej Eskadry”. Efektem tego był złamana ręka i nos Jacka i „większe” uszkodzenia ciała pozostałych uczestników „spięcia”. Tak zaczęła się powiększać sławna „czarna teczka”. To mniej więcej w tym czasie, rodzi się przykaż z Danielem Jacksonem, kadetem pierwszego rocznika.

Jack niezbyt się wysilał w nauce. Wybrany kierunek dowodzenie i taktyka był pokrewny jego zainteresowaniem tak, więc nie powodował większych problemów z zaliczaniem. Do tego kłopoty ciągnęły się za nim niczym cień.

Pierwszy rok zakończył z ostatnią lokatą i wpisem w aktach o kradzieży promu. Co prawda w szczytnych celach (lot na Marsa do umierającego ojca), ale zawsze.

Kolejny rok to kolejne spięcia z CE i początek akcji głupich kawałów. Włamanie się do pokoi CE i wysmarowanie ich ubrań swędzącym środkiem spowodowało pozytywną reakcję wszystkich kadetów. W zemście Jack zapadł na nagłą biegunkę i wymioty. Taka wymian ciosów trwała aż do wielkich manewrów na 3 roku akademii. Wtedy interweniowało szefostwo akademii po tym jak w grupie „czerwonej” wybuchła bratobójcza strzelanina między CE i bractwem O’Neill’a. Wynik nieokreślony, sędzia dostał w tyłek z fazera.

Wcześniej jednak skromną osobą O’Neill’a zainteresował się emerytowany admirał i wykładowca na akademii Rolf Nielsen. Zdołał zmusić Jacka do cięższej pracy nad sobą i swoimi umiejętnościami, czego kulminacja był symulowana walka między nim a admirał LaCourt. Ciekawostka był ot, że, O’Neill dowodził flotą Romulańską. Admirał Nielsen wziął chłopaka pod skrzydła i w karby. W efekcie, O’Neill zaczął mieć lepsze oceny i zdawać egzaminy z mniejsza ilością poprawek. Lecz dalej trzymają się głupie kawały. Kolejne lata przebiegają podobnie, tak samo jak teczka osobowa Jacka O’Neill’a . W końcu trafia na praktykę na jednostkę USS Sa’juuk klasy Prometeusz. O dziwo za ten okres dostaje pochwałę za „fachowość i obycie na pokładzie jednostki gwiezdnej”. Nie uniknął także nagany za „ryzykowny pilotaż okrętu w rejonie pasa asteroid.” W końcu jednak nauka w akademii dobiegła końca. Ostatecznie O’Neill zajął 10 lokatę… od końca. I bynajmniej nie był z tego powodu zmartwiony…

Przebieg służby:

2375 - zmuszony do wstąpienia do AGF.

2376 - cuda nadal są czynione, zdanie na kolejny rocznik.

2377 - patronat admirała Nielsena – koncentracja na strategii i taktyce.

2377 - pochwała za zwycięstwo w symulowanej bitwie flot z admirałem.

2377 - dobra passa trwa – kolejny rocznik.

2378 - praktyka na USS Sa’juuk

2379 - niechaj trąbią na niebiosach. Cudowne zakończenie akademii. Przydział na jakąś balie.

[Do góry]

[Do poprzedniej strony]

 

Copyright © ExcelsiorNet. Wszystkie prawa zastrzeżone.